2021 | Umarł król, niech żyje król?

Wreszcie odbyło się upragnione przeze mnie Walne Sprawozdawczo – wyborcze zebranie Klubu. Tak jak przypuszczałem nie udało się wybrać nowego Zarządu klubu ani prezesa z powodu braku chętnych. Władzę w klubie przejął Zarząd Oddziału PTTK w Pruszkowie. Szczęśliwie zarządowi klubu i mnie jako przesadowi udało się zakończyć przedłużoną o ponad rok kolejną kadencje z przegłosowanym absolutorium. Jak już wcześniej mówiłem nie zamierzam być już dłużej prezesem klubu. Po prostu wypalił się we mnie ten zapał i chęci do dalszej działalności. Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim tym, którzy pomagali mi w czasie tych kilkunastu lat prezesury, tym , którzy mi nie pomagali a nawet tym którzy przeszkadzali. Wiele się nauczyłem przez ten czas. Za wszelkie niedociągnięcia serdecznie przepraszam wszystkich klubowiczów. Mam nadzieję, że klub a jak nie klub to pamięć o nim przetrwa jeszcze przez wiele, wiele lat. A może znajdzie się ktoś, mam nadzieję młodszy niż ja i znowu podźwignie klub na wyżyny działalności.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Mirek Gałka już nie prezes.

P.S. Muszę jeszcze napisać o wspaniałym rejsie po Oceanie Spokojnym naszego kolegi klubowego, Marka Zaradkiewicza, który to odbył się w maju tego roku. Poniżej zamieszczam krótki opis autorstwa samego uczestnika. Zdjęcia już niebawem w galerii.

PRZEZ RÓWNIK NA PÓŁKULĘ POŁUDNIOWĄ

Meksyk – Markizy – Tuamotu – Tahiti

 

W kwietniu i maju Marek Zaradkiewicz żeglował po Pacyfiku. Uczestniczył w rejsie z Meksyku na Polinezję Francuską. Rejs był na jachcie s/v Crystal, a prowadził go kpt. Michał Palczyński, właściciel jachtu.

Jacht z czteroosobową załogą wypłynął 21 kwietnia 2021 z La Paz, meksykańskiego portu na półwyspie kalifornijskim, w kierunku Polinezji Francuskiej. Pożeglowano na Markizy i atole Tuamotu, a rejs zakończono na archipelagu Wysp Towarzystwa, stając 26 maja 2021 na kotwicy w Papeete na wyspie Tahiti.

Przed wypłynięciem, w La Paz miało miejsce spotkaniami z „ciekawym człowiekiem” – Miroslawem Raćanem, pierwszym Czechem, który opłynął Amerykę przejściem północno-zachodnim. Zaproszony na
s/v Crystal, przybył ze swoją towarzyszką – przemiłą Kolumbijką. Miroslaw to sympatyczny Gość, jego Towarzyszka także, i ze spotkania wyszedł sympatyczny wieczorek.

Nazajutrz na jachcie s/v Crystal podniesiono kotwicę. Przy La Paz żegnały nas puste statki wycieczkowe stojące na „morskim parkingu”. Covid zabił w nich życie.

Na szczęście w wodach Zatoki Kalifornijskiej i Oceanie Spokojnym życie jest. W zatoce widzieliśmy orki, delfiny i foki. Na Pacyfiku, na wędkę złapały się tuńczyki i koryfena. Kilkakrotnie oceaniczne „żyjątka” rwały żyłkę i zabierały przynętę. Za dnia wielokrotnie przy jachcie wyskakiwały z wody stada ryb latających, szybowały nisko nad falami. W nocy wokół jachtu świecił plankton. Połyskiwał w wodzie rozgarnianej przez kadłub i migotał iskrami na kilwaterze, znacząc ślad na oceanie. Płynęliśmy na Markizy.

Trzytygodniową żeglugę na Markizy urozmaiciła ceremonia chrztu równikowego i wizyta na pokładzie króla mórz Neptuna. Marek pierwszy raz przecinał równik, więc poddany został torturom wymyślnym,
a po ich pomyślnym przebyciu, imię godne od Neptuna otrzymał. W dzienniku jachtowym, wpisem w dniu
7 maja 2021 potwierdzono przecięcie równika na 130° 41,678’ długości geograficznej zachodniej.

Po prawie 22 dniach żeglugi oceanicznej i przepłynięciu 2983 Mm rzucono kotwicę w zatoce Taiohae u wyspy Nuku Hiva w archipelagu Markizów. W czasie pandemii, Taiohae na Nuku Hiva to port wejścia na Polinezje Francuską. Załogi większość jachtów, z ponad trzydziestu kotwiczących w zatoce, odbywały kwarantannę. Pozostałe jachty, zostawione tam na początku pandemii czekały na lepsze czasy, i możliwość powrotu ich załóg. Odprawa jachtu i uzyskanie zgody na żeglowanie po Polinezji zajęło dwa dni. Nuku Hiva to zróżnicowana przyrodniczo wyspa. Robiąc objazd po wyspie jechaliśmy, i przez step, i przez las tropikalny, i górską alpejską drogą. Piękne widoki i wszędzie słyszalne pianie kogutów, nawet nocą na kotwicowisku.

Droga z Markizów na Tahiti wiodła przez atole archipelagu Tuamotu. Jacht kotwiczył w lagunach dwóch atoli (Fakarava, Tahanea). Cudowne miejsca do nurkowania i odpoczynku po kilku tygodniowej żegludze. Widoki rajskie. Kąpiel w towarzystwie rekinów rafowych, w wodzie (30,5°C) cieplejszej od powietrza i przejrzystej na ponad dwadzieścia metrów, niezapomniana.

Przez cały rejs wiatru nie brakowało. Bezwietrzne było tylko wyjście z La Paz i końcówka przy Wyspach Towarzystwa. Przed Tahiti wiatr ucichł i Pacyfik się wyciszył. Ostatnia noc rejsu pozostanie niezapomniana. Flauta, księżyc w pełni, słychać tylko Ciszę. Ocean Spokojny gładki jak staw w Parku Potulickich w niedzielne popołudnie. Niezapomniana Noc. Silnik włączyliśmy nad ranem i bez pośpiechu dopłynęliśmy do Tahiti – wyspy czarnych pereł. Jacht stanął na kotwicy w Papeete. Oceaniczny rejs dobiegł końca.

Skończyło się żeglarstwo, a zaczęła turystyka lądowo-powietrzna. Znowu w objęciach Internetu, aktualizacja wiedzy o świecie, sprawdzanie poczty, nowe komunikaty; linie lotnicze zmieniły termin i trasę lotu do Warszawy, oraz poinformowały grzecznie o wymogach uzyskania dodatkowych dokumentów koniecznych do wejścia na pokład samolotu. Zatem trzeba było łączyć turystykę z gromadzeniem „papierów”.

Odwiedzającym Papeete, przewodniki turystyczne rekomendują wizytę na targowisku – Papeete Market. Ten Market to hala, konglomerat: warzywniaka, cepeliady, i wielkiego sklepu jubilerskiego z biżuterią z pięknymi ciemnymi perłami o różnych odcieniach (Perły Tahiti). Ciemne perły rodzą się tylko w wodach Wysp Polinezji.

WARTO BYŁO TAM BYĆ. WARTO BYŁO TO PRZEŻYĆ. BYŁO WARTO.

1 czerwca 2021 po wylądowaniu na Okęciu, powracającego z rejsu poddano testom. Wynik testu – negative.

Uczestnik rejsu Marek Zaradkiewicz wrócił z rejsu zdrowy. : – )